Przez siedemnaście lat swojego życia błądziłam, borykałam się z mnóstwem problemów m.in. zdrowotnych, ale również w mojej rodzinie nie było do końca kolorowo. Wierzyłam, ale nie było to świadome z mojej strony. Tak naprawdę, to nawet nie potrafiłam kochać bliźnich, siebie też nie, a nawet miałam momenty, kiedy chciałam skończyć z życiem. Moja “wiara” polegała chyba na uczestnictwie w eucharystii, która swoją drogą bardzo mnie wtedy nudziła. Było smutno, a to dziwne, bo mówili mi, że to najlepsze lata mojego życia. Zmieniło się to dwa miesiące przed osiągnięciem przeze mnie pełnoletności. 16 lipca 2020 r na wakacyjnej oazie przyjęłam Jezusa jako Pana i Zbawiciela mojego życia, oczywiście zdając sobię sprawę, że to również wiąże się z krzyżem. Stwierdziłam jednak, że nikt poza Bogiem mi już nie pomoże. No a potem? Potem właściwie zmieniło się wszystko. Dołączyłam do wspólnoty “Z Jezusem”, która pomaga mi się wciąż nawracać i uczyć o Bogu. Poznałam tu najcudowniejszych ludzi na świecie i to absolutnie nie jest żadna hiperbola. Wyszłam do świata, do bliźnich. Przestałam się chować w swoich czterech ścianach. Tu nauczyłam się uwielbiać Boga, kochać drugiego człowieka. Dowiedziałam się też, że nie jestem niezależna, że potrzebuje ludzi w swoim życiu. Także zaczęłam prowadzić bierzmowanych, stałam się dużo bardziej odważna, niż byłam do tej pory. W tym momencie jestem szczęśliwa, nareszcie. To niesamowite ile rzeczy można naprawić w życiu, jeśli zawierzy się je Bogu, zaufa się Mu. A co ze zdrowiem? Fizycznie-niewiele się zmieniło, ale dzięki temu, że umiem już zaufać Tacie i dzięki tym wspaniałym ludziom, którymi się otaczam, to nawet nie odczuwam tej choroby. Jestem ogromnie wdzięczna Bogu za to, że postawił na mojej drodze oazę i wspólnotę i już nie mogę się doczekać jakie plany przygotował dla mnie na przyszłość.
BÓG JEST DOBRY!