Zawsze byłam blisko Kościoła. Chodziłam na oazę, ale tak na prawdę nie wiedziałam po co to wszystko. Nie modliłam się, nie odczuwałam Boga w swoim życiu ponieważ nie potrafiłam sobie wyobrazić że on w ogóle istnieje. Jak to możliwe że uklęknę, a ktoś słucha tego co mówię? Zaczęło się to zmieniać małymi krokami, kiedy na nocowaniu, moja przyjaciółka klęknęła wieczorem i zaczęła się modlić. Byłam zdziwiona z samego tego że się nie wstydzi. Spytałam jej po co to robi powiedziała że pomaga jej to i wierzy że Bóg ją słucha, chroni. Po tym wydarzeniu stwierdziłam że także spróbuje i pomodlę się i zobaczyłam tego efekty, że to co mówię na prawdę ma sens i jest mi łatwiej. Przełomem jednak były przygotowania do bierzmowania było tyle sytuacji które sprawiły że zbliżyłam się do Boga jak nigdy wcześniej że mogłabym o tym napisać książkę, na prawdę. Jednak bardzo znaczące dla mnie było kiedy zawierzyłam osoby które kiedyś mnie zraniły lub które ja zraniłam. Było to spotkanie na którym pisaliśmy imiona osób, składaliśmy je pod najświętszym sakramentem i modliliśmy się o nawrócenie tych osób, o przebaczenie im, o zamknięcie tego rozdziału z nimi. To niesamowite że w przeciągu kilku dni, może tygodnia potrafiłam zobaczyć co źle zrobiłam, podejść i przeprosić niektóre osoby. A także osoby które nie były związane z bierzmowaniem nagle wyraziły chęć rozmowy i wyjaśnienia sobie ze mną wszelkich niedomówień. Wtedy poczułam że jeśli zaufam Panu Bogu, to jest on w stanie mi pomóc we wszelkich moich problemach i będę w stanie zrobić o wiele więcej jeśli tylko będę w Niego wierzyć. Zaufanie mu to tak jakby iść z Nim za rękę nie bojąc się już o nic bo On jest! Za to wszystko chwała Panu!!